FALCO Kultura

Spóźniony o ponad 2 lata prezent na 40. urodziny — recenzja książki „Privacy Falco” 

Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej… 

Oskar Wilde
Okładka książki „Privacy Falco”

… A ja po prostu musiałam mieć tę książkę i koniec…

Po raz pierwszy zobaczyłam ją w restauracji Falco podczas mojej podróży do Wiednia w lipcu 2019 roku. Chociaż, teraz gdy już ją mam, muszę zweryfikować treść mojego posta, opisującego tamtą wizytę. Szczerze przyznaję, że jednak wygrała chęć posiadania tej książki. Musiałbym również usunąć ten fragment mojego wpisu, w którym z taką dumą opowiadałam o tym, jak mimo silnej pokusy, wygrał zdrowy rozsądek… i nie kupiłam „Privacy Falco”… 

Ale prawda jest taka, że od tamtego wyjazdu marzyłam o tej książce. I nie było momentu, żebym nie żałowała mojej decyzji. Po prostu myśl o niej nie dawała mi spokoju. 

Ogólne informacje o książce

„Privacy Falco”

TytułPrivacy Falco
Wydawca i redaktor książkiMaria Hölzel – matka Falco
Data wydania28 października 1998 roku w Wiedniu – 8 miesięcy po jego śmierci
Miejsce wydaniaDrukarnia Holzhausen w Wiedniu
WydawnictwoEdition Falco
Numer serii ISBN 3-9500897-0-5
Pomysłodawcy, organizatorzy i odpowiedzialni za reklamę i marketingMaria-Luise Schiller-Heindel i Stefan Schiller
PrzedmowaHans Dichand
Opracowanie biografii Herwig Hohenecker
Teksty lirycznePeter Ahorner
Ilość stron 192 strony
Język oryginałuniemiecki
Cena86 euro


Zajrzyjmy do środka książki „Privacy Falco”

Jak na książkę ma dość duży format, bo jej wielkość nieco przekracza klasyczne A4. Śmiało więc można nazwać ją albumem, szczególnie dlatego, że obfituje w zdjęcia, które w tym formacie robią naprawdę niezwykłe wrażenie. 

Książkę rozpoczyna przedmowa dziennikarza Hansa Dichanda, który pokazuje postać Falco nie tylko jako idola, ale przede wszystkim jako człowieka z krwi i kości. Pisze o nim, że „uwielbiał to, co niespodziewane, był nieprzewidywalny i trudny do sklasyfikowania, rzadko trzymał się sztywnych reguł”. Wspomina również, że pod całym tym jego scenicznym urokiem, kryła się niezwykła kruchość i wrażliwość. To słowa osoby, która znała Falco prywatnie.

Strona z tekstem Marii Hölzel

Po przedmowie pojawiają się niezwykle ciepłe i wzruszające słowa Marii Hölzel, która wyznaje, że wspomnienia o synu trzyma głęboko w swoim sercu, bo tam jest dla nich najlepsze miejsce. Swoją mowę kończy chwytającą za serce prośbą, by zachować jej syna w dobrej pamięci. 

Resztę stanowi niezliczona ilość zdjęć przeplatana biografią Falco, tekstami lirycznymi i wpiętymi kartami z jego rękopisami.

Książka zawiera naprawdę imponująca ilość zdjęć. Została wydana w 1998 roku w Wiedniu, dzięki życzliwości Marii Hölzel, która udostępniła swoje prywatne zbiory fotografii, ale także notatki swojego syna. I to właśnie one zrobiły na mnie największe wrażenie. 

To, że ta książka zawiera jego rękopisy, nie było dla mnie niespodzianką, bo podczas poszukiwań tejże pozycji książkowej w internecie, odnajdywałam tu i ówdzie zdjęcia pojedynczych stron. A wśród nich znalazły się także fotki jego prywatnych notatek… ale te zdjęcia w internecie zdradzające po trochu wnętrze tego albumu, nie pokazywały jednego…


To, co mnie najbardziej zaskoczyło

Książka przyszła do mnie prosto z Wiednia trzy dni po świętach Bożego Narodzenia, tuż przed sylwestrem. Gdy wreszcie trzymałam ten album w rękach i mogłam przewertować jego strony, dopiero wtedy zauważyłam, że te kartki z jego rękopisami nie są drukowanymi stronami album, ale do złudzenia przypominają kartki papieru wklejone pomiędzy strony książki. Jedna z nich jest nawet w kratkę. 

Efekt jest niesamowity, bo ma się wrażenie, jak gdyby były to rzeczywiste strony z jego notesu. I to było dla mnie największym przeżyciem. W tych notatkach dostrzegłam Hansa jako osobę, która bawiła się słowem.

Wystarczy rzut okiem na jego zapiski, by zauważyć gry słów, podkreślenia pierwszych liter wyrazów, tak jak gdyby celowo dobierał słowa, by otrzymać zamierzony efekt dźwiękowy. To moje pierwsze wrażenia po przeglądnięciu tych stron, ponieważ by w pełni rozszyfrować jego intencje, musiałbym poświęcić na analizę tych notatek zdecydowanie więcej czasu.

Patrząc całościowo na książkę „Privacy Falco”, ma się wrażenie, jak gdyby przeglądało się prawdziwy, pamiątkowy album jego matki, pełen zdjęć i wplecionych wewnątrz notatek. Czy było warto wydać na to 250 euro? Bezspornie TAK.


O tym, jak zmieniłam zdanie na temat tej książki

Odwiedzając restaurację Falco w 2019 roku, marudziłam niewiarygodnie nad ceną tego albumu. W ostateczności uznałam wtedy jej zakup za szczyt ekstrawagancji i grubą przesadę. Wtedy kosztowała 149 euro. Wówczas mój sceptycyzm brał się z tego, że tak naprawdę nic nie wiedziałam na jej temat. 

Witryna z książką „Privacy Falco” w wejściu do Falco´s Restaurant (lipiec 2019)

Myślałam, że to zwykła biograficzna książka, a dlatego że sprzedawana jest w tym miejscu, to właśnie decyduje o jej wygórowanej cenie. Byłam niemal pewna, że jest to normalna biografia Hansa z kilkoma zdjęciami, zupełnie jak te książki, które można znaleźć na Amazon tj.: „Falco. Biografie” Petera Lanza  czy „Falco. Hoch wie nie” Rudiego Dolezal i Hannesa Rossachera — a które mam już przecież na swojej półce.

Kelner w tejże Restauracji, który akurat przyjmował nasze zamówienie, oczywiście nie pozwolił zajrzeć nam do jej środka. To było poniekąd zrozumiałe. Dziś jednak, choć przyznam, że ów kelner postąpił prawidłowo, wytknę mu jednak małe zaniedbanie…

Wystarczyło bowiem udzielić nam krótkiej informacji, o tym, KTO jest wydawcą tej książki i że są to prywatne zbiory matki Falco… i nic więcej. Gdybym wtedy otrzymała taką informację, bez mrugnięcia oka wydałabym te 149 euro. 

Jednak fakt o tym, kto stoi za redakcją tego albumu, odkryłam dopiero przed kilkoma miesiącami. Gdy kolejny raz oddałam się czynności poszukiwania tej książki w internecie. A prawda jest taka, że robiłam to regularnie kilka razy w roku, gdy nagle coś mi o niej przypomniało. W sumie moje poszukiwania trwały 2,5 roku. Dziś mamy ostatni dzień roku 2021, a ja moją podróż do Wiednia śladami Falco odbyłam przecież w lipcu 2019. 

Książka ta jednak była mi pisana. I udało się. Oczywiście za każdym razem znajdowałam jakiś dostępny egzemplarz w internecie, gdy tylko wpisywałam tytuł w wyszukiwarce. Ale ceny mnie przerażały, bo wahały się między 350-450 euro! Ale nie wysokość ceny była największym problemem. To, przez co zrezygnowałam z zakupu, to przede wszystkim ich stan. Nie chciałam wydać 350 euro za książkę w opłakanym stanie, z wytartymi rogami i stronami luzem.

 Ale w tym roku przed świętami znalazłam nareszcie ten album w internetowym sklepie z używanymi książkami w Wiedniu. Kosztowała nie tylko 250 euro, ale jej stan określony był jako „wie neu” (jak nowa). Opłaciło się więc czekać do tego momentu. Książka przyszła do mnie zaraz po świętach Bożego Narodzenia prosto z Wiednia, a jej stan rzeczywiście okazał się rewelacyjny.

Wygląda tak, jak gdybym przywiozła ją sobie do domu wprost ze szklanej witryny z Falco`s Restaurant. Ma idealne rogi, okładka w ogóle nie jest wytarta, a strony wyglądają tak, jak gdyby nikt wcześniej ich nie wertował. To rzeczywiście nieprawdopodobne, bo została wydana przecież aż 23 lata temu.

Nigdy nie wierzyłam, że wreszcie będę ją mieć, miałam więc wielkie szczęście, co potwierdza dodatkowo jej idealny stan. Dlatego warto było czekać. Choć był moment, że straciłam nadzieję. 

Wspominałam o tej książce przy każdej zbliżającej się okazji, w nadziei, że jakimś cudem otrzymam ją w prezencie. Dopiero teraz, po jej zakupie, dowiedziałam się także, że mój mąż rok temu zadzwonił do tej restauracji przy okazji zbliżających się kolejnych moich urodzin, wtedy już chyba 42. Ponoć okazało się, że wówczas była już niedostępna.


Czy zakup książki „Privacy Falco” był ekstrawagancją?

Dziś muszę przyznać, że zakup tej książki nie jest ekstrawagancją. Teraz rozumiem jej cenę. Niski nakład, bo ponoć w ilości 3000 egzemplarzy, jak dowiedziałam się od jednego z fanów Falco, szczęśliwego posiadacza tego „białego kruka”, jej unikalna zawartość oraz trudność w zdobyciu tej pozycji książkowej — wszystko to wpływa na jej cenę. I dziś uważam, że rzeczywiście jej koszt jest w pełni uzasadniony. Szczególnie że moim zdaniem, istnieje niewielkie szansa na jej dodruk. Może się mylę. To tylko moje przypuszczenie. 

Nakład nie był wysoki i w ogóle nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie wznowiony, bo pani Maria zmarła a Falco nie pozostawił spadkobiercy, więc kto dostałby gażę? Sytuacja zdaje się podobna jak w przypadku willi Falco w Gars am Kamp.

Wspominam o tym także w jednym z moich postów z podróży śladami Falco. W tejże willi chciało urządzić muzeum, ale problem polega na tym, że nie wiadomo, kto ma otrzymać pieniądze z dochodów.

Przypomniało mi się, jak właściciel gospody Poldiwirt w Gars am Kamp opowiadał nam o tym, dlaczego do tej pory nie powstało w domu Falco upragnione przez fanów muzeum. Kwestia dotyczy oczywiście pieniędzy i tego, kto ma otrzymać gażę z udostępnienia tego miejsca zwiedzającym.

Z książką „Privacy Falco” może być podobnie. Pani Maria zmarła w kwietniu 2014 roku, ojciec Falco w sierpniu 2019 roku. Falco nie miał ani rodzeństwa, ani żony, a córka okazało się nie być jego biologicznym dzieckiem. Dlatego uważam, że dodruk tejże książki nie ma szans. Ale może jestem w błędzie.


Czy warto było czekać na książkę „Privacy Falco”?

Na koniec mam jeszcze jedną refleksję. Pomyślałam, że dobrze się stało, że musiałam tak długo czekać na tę książkę. Bowiem dopiero po tak długim okresie wyczekiwania tak naprawdę w pełni ją doceniłam. To miesiącami ciągnące się oczekiwanie, poszukiwanie w internecie informacji na jej temat, pozwoliły mi docenić jej wartość.

Dziś nie żałuję ani jednego centa wydanego na jej zakup. Kto wie, może gdybym kupiła ją wtedy w Wiedniu, nie miałaby dla mnie aż tak wielkiego znaczenia. Mniej przecież docenia się to, co łatwo przychodzi. W każdym razie ten czas poszukiwań pozwolił mi spojrzeć na tę książkę, jak na prawdziwy skarb, który każdy fan Falco powinien mieć w swojej kolekcji. 


Tak, Oscar Wilde miał rację. Jedynym sposobem na to, aby pozbyć się dręczącej nas pokusy, jest to, by jej ulec. Wydałam 250 euro na 192 papierowe strony w formacie A4 i … odzyskałam spokój. Teraz muszę jedynie znaleźć dla niej odpowiednie miejsce. 

0 komentarzy dotyczących “Spóźniony o ponad 2 lata prezent na 40. urodziny — recenzja książki „Privacy Falco” 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: